piątek, 22 marca 2013

Rozdział 2

Obudziłam się mniej więcej około 10. Leniwie przeciągnęłam się i usiadłam na łóżku. Popatrzałam w stronę okna, padał deszcz, wręcz była ulewa.
 Wstałam i poszłam do łazienki, no wiecie poranna toaleta itp.
 Kiedy wyszłam, poszłam zjeść śniadanie. 
Jak zwykle był tłok, usiadłam jak zwykle przy moim stoliku. 
Kiedy zjadłam, postanowiłam wyjść do pracy. 
Założyłam na siebie kurtkę i niebieską czapkę. 
I powolnym krokiem zmierzałam w stronę kawiarni. 
Ja jak to ja nie miałam parasol i cała zmokłam.
 No ale szłam dalej, nagle jakiś pajac który jechał przy krawężniku mnie ochlapał.
- Jak jeździsz debilu ! - krzyknęłam wkurzona. 
Cała mokra i całkowicie zniechęcona doszłam w końcu do kawiarni. Kiedy weszłam na zaplecze, od razu spostrzegłam Jessy.
- Jak ty wyglądasz?! Biedna jesteś cała mokra - podeszła do mnie i ściągnęła ze mnie moją kurtkę i powiesiła ją na grzejniku.
- Jakiś palant mnie ochlapał. - powiedziałam oburzona, nakładając na siebie czarną kamizelkę.
- Co za ludzie. A więc będziesz stała jak na razie przy kasie i przyjmowała zamówienia, a ja będę je dostarczała - uśmiechnęła się do mnie promiennie i wyszła z zaplecza.
Ja również wyszłam i stanęłam przy kasie.
Długo nie musiałam czekać, żeby ktoś przyszedł i coś zamówił.
Do kasy podszedł szatyn, w czarnych rurkach, białej bluzce i dżinsowej katanie.
- Poproszę Latte, a do tego kawałek ciasta - po skończonym zdaniu spojrzał się na mnie.
Miał piękne błękitne oczy. 
Cienkie usta, a jego rysy twarzy były idealne.
Boże o czym ja myślę, ale zaraz zaraz to ten sam chłopak co mnie wczoraj potrącił.
- Tak oczywiście, proszę usiąść, a zaraz pan dostanie swoje zamówienie - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam na co on mi odpowiedział tym samym.
Jego uśmiech był taki piękny. 
Boże Amy ogarnij się.
Moja praca trwała do 18.
Kiedy wychodziłam zaczepiła mnie Jessy.
- Amy czekaj ! Zapomniałaś czapki - podała mi ją i posłała mi uśmiech i ukazały się jej dołeczki w policzkach.
- Dziękuje Jess. Zupełnie o niej zapomniałam - wzięłam od niej czapkę i się uśmiechnęłam.
- Może Cię odprowadzę do domu co ? - zapytała się 
- Nie. Nie potrzeba - nie chciałam żeby wiedziała, gdzie mieszkam. Wstydziłam się tego.
- No weź jest cholernie ciemno. Mam samochód, przynajmniej Ciebie podwiozę. No weź. Amy - prosiła mnie i ciągnęła za rękę.
- No dobra. - uległam w końcu i wsiadłam z Jessy do jej samochodu
- Mieszkasz daleko, czy blisko ? - zapytała odpalając silnik
- Nie tak daleko 
- Okej. Powiesz mi gdzie się zatrzymać 
- Ej Jessy ile ty masz tak w ogóle lat? - zapytałam się, po dłuższej chwili ciszy
- Ja? Ja mam 19 a ty?
- Ja mam jeszcze 17, za nie cały miesiąc 18
- Ooo to muszę się zastanawiać nad prezentem - zachichotała się
Ja się tylko uśmiechnęłam. Może w końcu się z kimś zaprzyjaźnię? 
- To tutaj - wskazałam palcem na mój dom
- Ale tu jest dom dziecka - spojrzała się na mnie zdezorientowana
- Mieszkam tutaj. 
- Aha. No to wiem gdzie mieszkasz i będę Ciebie teraz odwiedzać haha - uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłam uśmiech
- Okej. Będę czekała. No to na razie. Do jutra Pa - pomachałam jej i wyszłam z auta
- Pa - odmachała mi i odjechała.
Kiedy doszłam do mojego pokoju od razu położyłam się na łóżko. 
Nie miałam już na nic sił.
Byłam wykończona.
Jednak po głowie chodził mi tylko ten szatyn.
I to jego błękitne spojrzenie było jak marzenie.
No właśnie błękitne oczy. Niall takie miał.
Nigdy nie zapomnę spojrzenia Nialla.
Znowu sobie o nim przypomniałam. Super.
Będę znowu płakać, bo mi go brakuje. Uhhh...
Tak. Nie owijajmy w bawełnę. Brakuje mi takiego przyjaciela, któremu mogłabym się zawsze wygadać, pośmiać się powygłupiać. 
No, ale Bóg napisał taki, a nie inny scenariusz mego życia więc nie pozostało mi nic jak się tylko z tym pogodzić.
Wracając do tego szatyna...
Chyba zauroczył mnie sobą.
Wydaję się to być niedorzeczne, ale jednak.
Może znowu go kiedyś spotkam?
Bardzo bym chciała. Chociaż i tak nie zagadam, bo się wstydzę. Nie umiem nawiązywać nowych znajomości. Niestety.
Cud że z Jessy się dobrze dogaduję.
Na prawdę ją polubiłam.
No a ten szatyn...
Jestem ciekawa jak ma na imię.
Myśląc o nim zasnęłam. 
_________________________________
No i jest kolejny rozdział :) 
Jeśli się podoba to skomentuj :)x
Bardzo mi zależy :3
Następny rozdział w następny piątek :)

poniedziałek, 18 marca 2013

Rozdział 1

Siedziałam sobie na parapecie u mnie w pokoju i wpatrywałam się w gwieździste niebo. Od małego lubiłam gapić się w księżyc. Rozmyślałam nad wieloma sprawami. Nad nową pracą, którą muszę znaleźć, ponieważ będę musiała się z czegoś utrzymywać, jak wyjdę z tego domu. Nad tym czy sobie poradzę. Nad moim dawnym życiem. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, lecz szybkim ruchem ręki ją otarłam. Było już po 24. Spojrzałam się ostatni raz na niebo i postanowiłam udać się do łóżka. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziły mnie poranne promienie słońca, które wpadały przez okno. Spojrzałam się na zegarek, było wpół do ósmej. Usiadłam na łóżku i głęboko westchnęłam. Poszłam do łazienki, aby odbyć codzienną poranną toaletę. Zajęło mi to jakieś 30 minut. Zeszłam na śniadanie. Zobaczyłam wielką kolejkę po odbiór jedzenia. Jest tak zawsze, ale można się przyzwyczaić. W końcu była moja kolej, odebrałam posiłek i udałam się na moje stałe miejsce. Grupka chłopaków, którzy mieli z jakieś 15-16 lat, zaczęli gadać jakieś głupie rzeczy w moją stronę. Typu 'maleńka chodź do nas', 'dobrze zapłacimy', 'nie będziesz żałować'. Miałam dość tego. Szczeniaki - pomyślałam. Wstałam i poszłam odstawić talerz. Następnie udałam się do mojego pokoju. Przebrałam się w czarne rurki, białą bokserkę, a na to czarny sweterek.

    Właśnie wybierałam się na rozmowę o pracę. Na miejsce miałam dotrzeć o godzinie 10:30. Do pobliskiej kawiarenki miałam jakieś 20 minut więc zdążę. Wyszłam z ośrodka i powolnym krokiem zmierzałam w stronę kawiarni. Na miejsce dotarłam punkt 10:30. Kiedy przeszłam przez próg od razu czuć było miłą atmosferę. Bałam się rozmowy, nie umiem rozmawiać z obcymi ludźmi, jestem strasznie nieśmiała i nie umiem nawiązywać nowych znajomości. Podeszłam do lady i przywitała mnie dość niska brunetka. Na plakietce widniało imię 'Jessy'.
-Dzień dobry. W czym mogę służyć ? -zapytała się posyłając mi ciepły uśmiech
- Ja w sprawie rozmowy o pracę - odwzajemniłam uśmiech
- Niech pani usiądzie - wskazała mi wolne miejsce na wprost lady - zaraz zawołam szefową
- Dobrze. Dziękuję. - usiadłam na wolnym miejscu i torbę położyłam obok siebie. Kiedy siedziałam spostrzegłam, że w moją stronę idzie dość wysoka brunetka. Wyglądała na miłą osobę. Usiadła na przeciw mnie i podała mi rękę.
- Samantha - uśmiechnęła się, a ja uścisnęłam również jej rękę
- Amy.
- A więc ile ma pani lat, kiedy pani mogłaby pracować i poproszę jeszcze CV
- 17, pasują mi każde godziny - podałam jej CV zaczęła przeglądać je, a ja z nerwów bawiłam się swoimi palcami. Miałam już tak w zwyczaju.
- Ma pani dobre kwalifikacje, godziny pracy moga być każde no cóż nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć ' Witamy na pokładzie ' - uśmiechnęła się do mnie promiennie, a ja nieśmiało odwzajemniłam uśmiech. - Zaraz poproszę Jessy, aby podała tobie plan na najbliższy tydzień. Potem może się coś zmienić, ale nie jestem pewna.
- Dobrze. To ja poczekam - nie czekałam długo. Miła brunetka przyniosła mi kartkę z planem.
- Mam nadzieję, że Ci się tutaj spodoba. No a tak poza tym to mam na imię Jessy, a ty?
- Amy miło mi
- No Amy do zobaczenia jutro. Ja muszę iść, klienci czekają pa - pomachała mi na pożegnanie i ruszyła w stronę starszego małżeństwa. Ja w tym czasie postanowiłam udać się z powrotem do ośrodka.

  Kiedy szłam ulicą, potrącił mnie jakiś szatyn.
- Przepraszam - rzucił pospiesznie i biegł dalej. No tak to nic dziwnego, wielu ludzi jest zabieganych. Westchnęłam i szłam dalej. Powolnym krokiem w końcu dotarłam do miejsca mojego zamieszkania. Ciepły wiatr rozwiewał moje blond włosy, a słońce przyjemnie ogrzewało. Postanowiłam posiedzieć trochę w ogrodzie. Zasiedziałam się do wieczora. Kolejną noc wpatrywałam się w gwiazdy i rozmyślałam o dzisiejszym dniu. W moje rozmyślenia wtrącił się ten szatyn. Przypomniałam sobie go. Miał nieład na głowie, połączony z grzywką na bok, czarne rurki, czarną bluzkę i czarne vansy? Tak, vansy. Choć widziałam jego twarz przez co najmniej kilka sekund zapadła mi w pamięć. O czym ja w ogóle myślę!? O jakimś szatynie co mnie potrącił na ulicy?! Uhhh, chyba dostaję już do głowy... Pójdę się lepiej położyć, jak pomyślałam tak też zrobiłam. Niestety nie mogłam zasnąć. Ponad 2 godziny słuchałam sobie muzyki, i w końcu zasnęłam.
____________________________________________
No i jest rozdział pierwszy :)
Jak na razie akcja się rozwija. Mam plany, aby Louisa i Nialla wprowadzić, podczas rozdziału 3-4 :)
Jeśli czytasz wyraź swoją opinię w komentarzu, to mnie motywuje :)x
Następny rozdział myślę, że będzie w piątek lub w czwartek :*

piątek, 15 marca 2013

Prolog

Mieszkam w Mullingar. Dokładniej to w domu dziecka. Znalazłam się tam 3 lata temu kiedy moi rodzice zginęli w wypadku. Przedtem miałam cudowne życie, przyjaciół a przede wszystkim rodzinę. Tęsknie za mamą i tatą codziennie, ale muszę żyć dalej. 
Wracając do przyjaciół... Miałam takiego jednego, najlepszego. Miał na imię Niall. Zawsze uśmiechnięty, umiał mnie rozbawić tylko jednym ruchem. Przyjaźniliśmy się odkąd poznaliśmy się w przedszkolu. Trzymaliśmy się zawsze razem, gdzie on tam i ja, gdzie ja tam i on. Pamiętam jak zawsze chodziliśmy na naszą polanę za miastem. Oglądaliśmy zawsze gwiazdy, a kiedy była pełnia było tam po prostu magicznie. W podstawówce i gimnazjum zawsze mnie bronił, przed jakimiś wyzwiskami w moją stronę. Raz się nawet pobił z kimś, nie pamiętam o co lecz ja wskoczyłam na chłopaka co go bił i Niall to wykorzystał i znokautował chłopaka. W lato chodziliśmy późnym wieczorem przez ulice Mullingar. Pamiętam również, że Nialler uwielbiał śpiewać, tak kochał to i bardzo dobrze mu to wychodziło. Stare dobra czasy... No cóż, wszystko układało się wspaniale, aż do wypadku moich rodziców. Wszystko się wtedy zepsuło, Niall mówił, że będzie mnie zawsze odwiedzać, będzie pisał, że mnie wyciągnie stąd. Lecz nie dotrzymał słowa, po 2 tygodniach już mnie nie odwiedzał, co dopiero dzwonił, pisał... Było mi cholernie smutno, przecież miałam tylko jego, a on?! Zostawił mnie w najgorszym momencie mojego życia. Stopniowo o nim zapominam. 
Jeśli chodzi o przyjaciół w domu dziecka...
To ich nie mam. Oni mnie szanują, nic poza tym.Miałam tutaj kiedyś koleżankę, ale rok temu wyprowadziła się stąd.Więc znowu zostałam tutaj sama. Na szczęście za 3 miesiące się stąd wynoszę, wtedy będe już pełnoletnia. Nie wiem jak sobie będę miała poradzić sama, ale jakoś dam radę, muszę. Moją frustrację, ból i nienawiść przelewam w samookaleczenie się. Całe ręce są w strupach i świeżych ranach, nawet 3 razy prawie się wykrwawiłam. No, ale bądźmy szczerzy, kto by za mną tęsknił, kto by się tym przejął? NIKT.


No i napisałam prolog :)
Nowy rozdział pojawi się w następnym tygodniu.
Najprawdopodobniej w piątek :)
Jeśli Ci się spodobał prolog, zostaw coś po sobie :*



wtorek, 12 marca 2013

Bohaterowie

Amy Hevitt
Ma 17 lat.
Uwielbia jeść, spać, fotografię.
Nie ma chłopaka i nigdy go nie miała.
Jest miła, sympatyczna, lecz mało ufna i zamknięta w sobie.

Louis Tomlinson


21 latek.
Uwielbia żartować, wygłupiać się, imprezować.
Jest w związku z Eleanor Calder.
Mieszka razem ze swoim najlepszym przyjacielem Niallem.
Kochają się jak bracia.
 Niall Horan
19 latek
Uwielbia spać, jeść, żartować, imprezować.
Nie ma dziewczyny.
Razem ze swoim najlepszym przyjacielem Louisem mieszka w Mullingar.
Nie przepada za Eleanor.

Prolog pojawi się w piątek lub sobotę :)
Mam nadzieję, że się wam spodoba xoxo