Obudziłam się po godzinie ósmej rano. Usiadłam na łóżko i się przeciągnęłam. Spojrzałam przez okno, słońce już wzeszło. Wstałam i poszłam do łazienki by się umyć. Włosy spięłam w koka jak to zazwyczaj i ubrałam się w to :
Poszłam na stołówkę zjadłam śniadanie, a kiedy wychodziłam zatrzymała mnie dyrektorka ośrodka. Zaprowadziła mnie do swojego gabinetu.
- Amy - zaczęła - jak dobrze wiesz niedługo się wyprowadzasz.
- Tak wiem pani Mate
- Oczywiście mogę Ci znaleźć mieszkanie jeśli chcesz - zaproponowała kobieta
- Nie dziękuję. Poradzę sobie - uśmiechnęłam się
- Dobrze. A jak się czujesz? Jak tam w pracy ?
- Dobrze. Bardzo dobrze, zaprzyjaźniłam się z pracownicą tej kawiarni ma na imię Jessy i jest świetna. No i również poznałam pewnego chłopaka - uśmiechnęłam się a pani Mate się na mnie spojrzała
- Chłopaka? Jak ma na imię ?
- Louis. Jest bardzo miły i zabawny. Dzięki tej dwójce znowu się uśmiecham i jestem im ogromnie wdzięczna za to. - oznajmiłam
- No to się cieszę. Nie zatrzymuję Cię już dłużej, bo do pracy się pewnie śpieszysz - podeszła do mnie i mnie przytulił - do zobaczenia
- Do zobaczenia - pomachałam jej i wyszłam z gabinetu. Lubię ją. Jest dla mnie bardzo miła i wyrozumiała. Chyba tylko za nią będę tęsknić. Poszłam jeszcze do mojego pokoju po torebkę i ruszyłam do pracy.
Podczas spaceru napisał do mnie Lou :
- Heeej :) No to jesteśmy umuwieni na piątek ? Bo nie ogarniam haha - naco szybko mu odpisałam
- Tak na piątek :) A dokładniej na 16 w parku gdzie się poznaliśmy :*
- Ah no tak pisaliśmy o tym xd hah a co tam u cb ?
- hah. Nic idę właśnie do pracy a u cb ?
- Aha. Ja leżę w łóżku i czekam aż mój przyjaciel przyniesie mi kanapki :D
- Kolega Ci kanapki robi do łóżka ? haha
- przyjaciel ( no prawie brat :D ) też dużo je więc on robi tone kanapek przynosi do mojego pokoju i zajadamy ;)
- Aaaa to zmienia postać rzeczy haha
- No tak :) A ty masz współlokatorkę czy współlokatora? :)
- Nope. Mieszkam w... mieszkam w domu dziecka, ale to raczej nie jest rozmowa przez sms'y ;)
- Nie wiedziałem. Musimy koniecznie pogadać :D
- To na pewno :) Lou muszę kończyć, bo własnie wchodze do kawiarni ;c Papa ;*
- Papa ;*
Schowałam telefon do kieszeni i poszłam na zaplecze. Nie było jeszcze klientów więc trochę poplotkowałam z Jess. Gdzies około godziny 15 do kawiarni wszedł Louis. Podszedł do lady i się uśmiechnął
- Poproszę latte - spojrzałam się i również sie uśmiechnęłam
- Coś jeszcze ?
- Tak. Rozmowę z tobą - wyszczerzył się
- Może później - puściła mu oczko - a teraz siadaj zaraz Jess przyniesie Ci kawę
- No dooobra - i poszedł usiąść się do wolnego stolika
Jess przyniosła mu kawę, wypił ją, ale nadal nie wychodził. Siedział tam dobre trzy godziny zamówił chyba wszystkie rodzaje kaw haha. Kiedy skończyłam zmianę ( czyli o godzinie 18 ) Louis'a już nie było z jakieś 5 minut wcześniej wyszedł. Gdy wychodziłam z kawiarni ktoś pociągnął mnie w prawą stronę, trochę sie przestraszyłam. Okazało się, że to Louis.
- Pojebało Cię ?! - krzyknęłam do niego, a on zaczął się śmiać
- Może? haha twoja mina była bezcenna buahahaha
- hahaha bardzo śmieszne haha boki zrywać.. Ja się na prawdę przestraszyła debilu - chciałam już iść, ale pociągnął mnie za ramię
- Przepraszam. Nie chciałem żebyś się aż tak przestraszyła, ale nie bądź na mnie zła - spojrzał mi się głęboko w oczy. Nogi miałam jak z waty cukrowej. Jego spojrzenie mnie sparaliżowało.
- Amy co Ci jest? Halo - zaczął machać mi ręką przed oczami, ocknęłam się.
- Nic nic. Nie jestem zła - uśmiechnęłam się
- Cieszę się - przytulił mnie do siebie mocno. Długo już nie czułam się taka...hmm...bezpieczna? Tak. Bezpieczna. Trwalibyśmy dłużej w tym uścisku, ale w pewnym momencie zadzwonił jego tel. Rozmawiał dość długo z tą osobą, ale krzyczał chyba był zdenerwowany. Kłócił się z kimś. Kiedy przestał podszedł do mnie.
- Muszę wracać. - powiedział smutnym, a zarazem wściekłym głosem
- Mogę spytać dlaczego ? - niepewnie zadałam to pytanie
- El. Jest zła, że mnie tak długo nie ma i wgl. Niekiedy mam jej dość, ale nie umiałbym bez niej żyć. Więc nie chce się z nią kłócić i lepiej będzie jak wrócę do domu... Chyba mnie rozmuniesz? - spojrzał się na mnie
- Pewnie, że rozumiem - pogłaskałam go po ramieniu - Idź do niej.
- Ok. Pa - pomachał mi i pobiegł. Zniknął z pola mojego widzenia. Zostałam sama. Znowu. Nic innego nie pozostało mi jak iść do domu. Dobrze że było w miarę jasno na dworzu. Inaczej bym się trochę bała.
Kiedy mijałam stare plac zabaw przypomniało mi się jak z Niall'em zawsze się tam huśtałam. Zawsze też robiliśmy największe zamki z piasku w okolicy haha. Albo jak wchodziliśmy na drzewa by zdjąć latawce, lub kiedy leżeliśmy na trawie i odgadywaliśmy kształt chmur. Przynajmniej miłe wspomnienia mi zostały. Nawet nie skapnęłam się kiedy łzy spłynęły po moim policzku. Szybko je wytarłam i ruszyłam dalej.
Wstałam i poszłam do łazienki. Kolejny prysznic na uspokojenie. Wydaje się dziwne, ale tak już mam. Tym razem nie pomogło. Nie wiem dlaczego, zaczęłam płakać jeszcze gorzej. Zsunęłam się po zimnej ścianie od kabiny i schowałam głowę w kolana. Woda spływała po mnie. Minęły dobre dwie godziny zanim wyszłam. Owinęłam się ręcznikiem, wysuszyłam włosy i ubrałam się w piżamę. Odrazu poszłam spać. Oczywiście nie mogłam zasnąć. Zastanawiałam się czy nie napisac do Lou. Napisałam.
- Hej :) Śpisz ? - odpisał mi po około dziesięciu minutach
- Ja ? Nieee :) A ty?
- Nie mogę zasnąć.
- Oj. Co się stało że nie możesz zasnąc?
- Przypomniałam sobie o moim dawnym przyjacielu, tęsknie za nim, ale również nienawidze... Zostawił mnie, wyjechał kiedy najbardziej go potrzebowałam
- Biedactwo. A można wiedzieć jak miał na imię ?
- Niall.. mój kochany żarłoczek. :')
I już nie odpisał. Czemu? Nie mam pojęcia. Minęła kolejna godzina, a ja nie spałam. Nagle ktoś do mnie zadzwonił. Na wyświetlaczu pojawił się 'Louis :*' odebrałam.
*rozmowa tel*
- Hej Amy co tam? Śpisz?
- Nie. Pisałam przecież tobie, że nie mogę spac - zaśmiałam się
- Jak to pisałaś ? Nie rozumiem
- Przecież jakąś godzinkę temu napisałam do cb
- Ja dopiero przed chwilą przyszedłem do domu
- To z kim ja pisałam - zdziwiłam się
- Kurwa - chyba rzucił tel na łóżko, bo zaczął krzyczeć - Debilu kto pozwolił Ci pisać z Amy !? Ej, wszystko okej..stary.. - znowu przybiegł do pokoju
- Amy przepraszam, ale muszę iść do przyjaciela. Coś się chyba stało. Do jutra papa
- Okej. Pa - i się rozłczyłam. Dziwnie mi się robiło. Pisałam z jego przyjacielem. Napisałam mu coś czego nie powinnam. Zajebiście. No cóż. Trudno. Niespodziewanie, szybko zasnęłam po telefonie Louis'a.
*Oczami Louis'a*
Kiedy zaczynałem krzyczeć na Niallera, weszłem do jego pokoju. Siedział zapłakany w kącie. Byłem totalnie zdezorientowany. Pobiegłem do mojego pokoju, by zakończyc rozmowę z Amy i wróciłem do niego. Podeszłem do niego, usiadłem się na przeciw niego.
- Niall co się stało ? - zapytałem się
- Ja...ja..ja znam Amy - spojrzał się na mnie jego załzawionymi oczami
- Jak to ? What !?
- Przed laty byliśmy przyjaciółmi, ale wtedy wyjechałem z Mullingar, zostawiłem ją kiedy jej rodzice zginęli w wypadku. Ona mnie nienawidzi, a za razem tęskni... - schował głowę w kolana
- Boże - zatkałęm ręką buzię i przytuliłem przyjaciela
- Muszę się z nią spotkać. Inaczej nie wytrzymam - oznajmił i wytarł łzy
- Spokojnie. Jutro ja się z nią spotykam, eem może zaangażuję spotkanie w niedzielę co ? - zaproponowałem
- Tak. Czemu nie. Ważne żebym się z nią spotkał i wszystko wyjaśnił - wstał i podał mi rękę
- Ok. Ja już spadam do siebie - uścisnąłem go i poszedłem do siebie
___________________________
No i jest kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że się podoba.
Jeśli tak skomentuj, wyraź swoją opinię bardzo mnie to motywuje :*
Następny rozdział w kolejny piątek :) #MutchLove



Kocham to *-*
OdpowiedzUsuń