poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdział 7

Obudził mnie lekarz. Chciał mi pobrać krew, bo musieli zrobić jakieś badania. Nie wiem dokładnie jakie nie słuchałam ich. Była godzina 12. Jestem ciekawa ile jeszcze yu poleże, niedługo mam urodziny co oznacza wyprowadzkę z domu dziecka i życie na własny rachunek. Mam tyle planów. Oby mi się udało przetrwać. Po skończonym badaniu lekarze wyszli, a ja zostałam sama. Rozejrzałam się po pomieszczeniu strasznie biało. Nie lubię szpitali... Pewnie będę się zanudzać na śmierć - pomyślałam. Połozyłam głowę na poduszkę i próbowałam zasnąć kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Szybko się podniosłam i powiedziałam cicho : Proszę. Moim oczom ukazał się blondyn. Spojrzał się na mnie i od razu pojawił się uśmiech na jego twarzy.
- Hej. - powiedział podchodząc do mnie 
- Hej. Co tu robisz ?  
- Przyszedłem odwiedzić moją przyjaciółkę - wyszczerzył zęby
- Ty myślisz że my się przyjaźnimy ? haha Mylisz się - powiedziałam ostro. On zrobił minę zbitego psa kiedy chciał już iść złapałam go za ręke - Przecież żartowałam haha - na jego twarzy zagościł promienny uśmiech
- Nie strasz mnie tak więcej
- Okey. A i muszę coś tobie powiedzieć
- No mów 
- Wybaczam. Wybaczam tobie. Nie powinnam się gniewać, zrobiłeś to co musiałeś. Nie jestem już zła - przyciągnęłam go do siebie i mocno go przytuliłam - tak bardzo za tobą tęskniłem - usłyszałam ciche słowa mojego przyjaciela.
- Ja za tobą też Niall, nawet nie wiesz jak bardzo - łza spłynęła po moim policzku
- Jejku nie płacz - otarł mi policzek - nie lubię jak płaczesz, bo wtedy mi chce się płakać 
- No dobra, nie będę już - lekko się uśmiechnęłam
- I o to chodzi. Uśmiech to podstawa. A tak wgl too kiedy ciebie wypisują ?
- Uum nie wiem haha
- Jak zawsze jesteś nieogarnięta haha
- No ej ! Ja jestem ogarnięta, nawet bardzo -spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem
- Taaa.. na pewno - puścił mi oczko
- no moze troche haha
- Ej a może ja się pójde zapytać kiedy ciebie wypiszą co ? 
- Tak czemu nie - i zniknął  za drzwiami
Przeczesałam włosy ręką, aż nagle ktoś zapukał do drzwi. To nie mógł być Niall, on by przecież wszedł normalnie.. Kolejny gość ? 
- Proszę - powiedziałam - Kiedy drzwi się otworzyły ujrzałam Louisa. 
- Hej Amy 
- Cześć Louis
- Em..mogę usiąść ? - wskazał wolne miejsce przy łóżku
- Jeśli chcesz to siadaj... - usiadł i spojrzał się na mnie
- Dlaczego taka jesteś dla mnie ?
- Ale niby jaka? Wredna? Oschła? Niemiła? A jaka mam być ? Miła ?! Życzliwa ?! Proszę cię nie rozśmieszaj mnie...
- No tak..Wtedy w kawiarni..Ja wiem że zachowałem się jak dupek..Wybacz..Wybacz mi proszę
- Wybaczam..Tylko nie myśl że będzie tak jak kiedyś...
- Dlaczego ?
- Ty masz El, a ja nie mam zamiaru się z nią widywać, nawet przypadkiem. Zrozum..ughh nie lubie jej... i lubić jej nie będę
- Spoko..rozumiem że jej nie lubisz, ale nie możemy zerwać naszych kontaktów..Amy..
Kiedy miałam odpowiedzieć do sali wszedł Niall
- Oł nie będę przeszkadzał - powiedział Nialler i chciał już wyjść
- Nie ! Zostań, Louis już wychodzi prawda ? - spojrzałam się na Lou
- Taa, już idę.. Pa - spojrzał się na mnie, potem na Nialla i wyszedł. Nialler usiadł na łóżku i spojrzał się na mnie.
- Co się stało ? Pogodziliście się ?
- Nie. Nie wiem czy ta przyjaźń ma sens skoro jego dziewczyna będzie pewnie ciągle się wpieprzać..
- No tak jego dziewczyna jest no...yyy.. Nie jest zbyt miła.
- Ha fakt.
- Aaa ! Prawie bym zapomniał o powiedzeniu tobie, że wychodzisz stąd już jutro ! Jesteś w dobrej formie, ale będziesz musiała leżeć, w łóżku - uśmiechnął się, a ja go mocno przytuliłam. On położył się obok mnie i zaczęliśmy rozmawiać, aż do godziny 18. Niestety wtedy musiał już iść bo czas odwiedzin się skończył. Było mi przykro, ale jutro będę mogła się z nim widywać codziennie, od rana i wieczora. Nie moge się doczekać. Po jego wyjściu obejrzałam sobie coś w TV, zjadłam kolację, posłuchałam trochę muzyki i w końcu zasnęłam po godzinie 22. 

* Niall
Boże jestem taki szczęśliwy ! Znowu przyjaźnie się z moją Amy ! Nie myślałem, że tak to wyjdzie, ale cały czas się uśmiecham. Od dłuższego czasu tak nie było. Mamy cały czas dobry kontakt, dogadujemy się świetnie hah. Tylko martwie się o jej i Louisa przyjaźń. Wiem, że Lou ją bardzo polubił, a ona go. Dużo dla niej zrobił, przywiązali się do siebie, a tu nagle pojawiła się El i wszystko zepsuła. Ughh jak ja czegoś takiego nie lubie.  
No, ale Lou pewnie jakoś z tego wybrnie znam go. Zawsze znajdzie wyjście z sytuacji, nawet tej najgorzej. Kiedy wróciłem do domu zastałem Louisa kompletnie pianego . Zalał się biedak w trupa. Leżał na kanapie z butelką vódki w ręku. Podeszłem do niego, a on spadł z łóżka. Podniosłem go i jakoś zaprowadziłem do jego pokoju. Padł na łóżko jak trup. Biedaczek. Poszedłem do siebie i wziąłem prysznic i położyłem się do łóżka. 


* Louis
Kiedy wróciłem do domu nie myślałem i niczym innym jak o Amy. Boże jestem kompletnym DUPKIEM. Jak mogłem tak ją potraktować ?! Nie dziwie się, że nie chce się ze mną przyjaźnić. Po drodze do domu kupiłem kilka butelek vodki. W domu kiedy byłem już wstawiony zadzwoniłem do El i z nią zerwałem. Wykrzyczałem jej jej wady, błędy generalnie wszystko. Upiłem się. Przynajmniej zapomniałem o wszystkim innym.

__________________________________
Witam ! Mam nadzieję że rozdział się spodobał :)
Jeśli tak zostaw komentarz, wyraź swoją opinię to motywuje ! :3
Kocham was ;3
6kom = kolejny rozdział 

6 komentarzy:

  1. Już nie moge się doczekać następnego rozdziału..Jak ty to robisz?!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :> Pisz szybko następny bo się doczekać nie mogę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ekstra! Nie wiem jak ty to robisz ale pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  4. o fuck no to niezle bagno z tego wyjdie...
    super rozdzial :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Następny rozdział , please :) Świetny ten blog jest !

    OdpowiedzUsuń